Zima w pełni, wszędzie wirusy...
(z ostatniej chwili: na szczęście nie jest to oficjalne stanowisko tego banku).
Chociaż to już było wielokrotnie wałkowane...
I "metoda na głoda"...
to ciągle wystarczy palnąć wulga, żeby nas zaszczepić. Nowe technologie, nowe możliwości, kreatywnie wykorzystane. Nie do obrony? Spokojnie, to tylko katar. Samo przejdzie.
Bo można zrobić to samo, inaczej. Ale wtedy trzeba znaleźć po prostu dobry pomysł i wykonać go przynajmniej przyzwoicie:
ewentualnie
6 stycznia 2008
Wirusy!
20 sierpnia 2007
Kto potrzebuje "Wielkich Kieszeni"?
Wrost rynku reklamy online idzie w parze wraz z rozwojem technologicznym internetu, zwiększaniem przepustowości łączy, multimedialnym zaawansowaniem komputerów, które to wprawia w ruch machinę marketingową i zwraca ją na obszary dotychczas nieuczęszczane. Bo czymże są niegdysiejsze bannery czy boksy reklamowe umieszczane na łamach popularnych portali, lub też strony statyczne umieszczane w internecie w celu zapoznania z ofertą firm, stanowiące najczęsciej bardziej rozbudowane wizytówki. W większości przypadków, formy tej reklamy giną w tłumie (choć nie zawsze).
Postępująca technologia to większe możliwości. Większe możliwości to większe koszty konieczne do osiągnięcia pozytywnych rezultatów. A więc - sprzężenie możliwości wraz z odpowiednio wysokimi nakładami finansowumi, jest w stanie przynieść dziś olbrzymią stopę zwrotu z tejże inwestycji, płynąc na fali wznoszącej. Oczywistym jest założenie, że pieniądze te zostaną skierowane w odpowiednią stronę - nie sztuka przecież wyrzucić pieniądze w błoto.
I tak oto, niejako wirusowo, zarażając internautów, strony poniższe przyciągają uwagę jakością wykonania, pomysłowością i tak zwanym biglem. Multimedialnym i interaktywnym biglem:
www.greatpockets.com ***
travelersinsynch.com
www.lifeswitch.org
(i pewna wyszukiwarka, zgadnijcie czyjej produkcji ;))
www.msdewey.com
Za kilka lat, strony te nie zrobią na nikim większego wrażenia, także utoną w morzu podobnych stron. Ale wtedy będziemy doceniali prawdopodobnie inne formy reklamy, których jeszcze nie znamy w tej chwili. Narazie strony te są na tyle atrakcyjne, że z samego faktu rozchodzą się po internecie z szybkością błyskawicy. GreatPockets.com zgromadziło dotychczas dużo ponad 2000 linków prowadzących do niej z innych stron. Liczba przekazanych informacji, pocztą pantoflową, komunikatorami typu gadu-gadu, icq, aim - nie sposób zliczyć.
Tak, że zakończyć można tylko banalnym stwierdzeniem "tylko pomysł się liczy" (alternatywnie: "Wyróżnij się lub zgiń". Proste? Więc do dzieła! :)
8 sierpnia 2007
"No muhahhad"? Marketing partyzancki
Łańcuszkiem się wypromować. Wymyślić jakiś zaskakujący absurd, puścić w świat, a reszta sama się potoczy. Czyli łańcuszek jako przykład marketingu partyzanckiego. I to dosłownie, bo rysunek ten leży na stronie kaukaskich partyzantów.
Ale spokojnie - próżno w internecie szukać śladu słów "No Muhahhad, No Mammah". I nic dziwnego, a osoby odrobinę choć kojarzące te słowa wyjaśniają, że jeśli nawet uznać skojarzenie za słuszne do pewnego stopnia, to mamy do czynienia z błędami zapisu oraz nadinterpretacją, nie wspominając o falszyfej translacji (pytanie czy celowej, czy wynikającej z niedouczenia), bo słowa te znaczyłyby coś zupełnie odwrotnego (tekst nie 'anty', lecz 'pro' islamski). Ale nie dziwi to gdy spojrzeć na angielszczyznę, którą posługują się publikatorzy na swojej stronie.
Ale już się kręci story po internecie, a większość internetowej społeczności przerzuca powyższy łańcuszek bez opamiętania, aż gg huczy.
A co do meritum - parafrazując - jaki kraj, tacy partyzanci... ups... managerowie ;). No dobra, troche to naciągane, ale nie bezrefleksyjnie :)