Google
 

3 sierpnia 2007

Jak to się zrobi

Tym razem filmowo. Wszelkiej maści iluzjoniści, magicy i szarlatani pilnie strzegą swoich trików, gdyż obnażona "magia" topnieje i znika, niczym lody w lipcowym upale. Odkryta, po prostu przestaje być pociągająca - a coż w tym złego, że czasem chcemy zostać oszukani, aby się dobrze bawić - czytamy przecież książki, chodzimy do kina - gdzie znaczna większość historii to czysta fikcja, zwykła nieprawda.

Ciekawym, z tego punktu widzenia, utworem jest film Marcela Łozińskiego "Jak to się robi" (2006), gdzie pan Piotr Tymochowicz, będący głównym bohaterem tego filmu, postanowił odkryć nieco ze swojej magii. Już od samego początku filmu pan Piotr uderza z grubej rury, białą czcionką na czarnym tle "Piotr Tymochowicz - doradca medialny postanowił udowodnić, że z każdego człowieka można ulepić polityka". Czy mu się to udało? Oto jest pytanie.

Film oparty został na formule paradokumentu, czy też innego reality-show, gdzie oglądamy autentyczne postacie w autentycznych sytuacjach (niby). Poznajemy je na castingu i towarzyszymy im podczas ewoluowania ich wizerunków (a może także osobowości?) w trakcie, mniej lub bardziej wymyślnych, ćwiczeń i zadań praktycznych z nauką magicznej gestykulacji na czele, która oto jest znakiem firmowym Piotra Tymochowicza. Niestety w czasie trwania filmu, coraz bardziej wychodzi na jaw, iż niewiele poza tym, ma pan Piotr do zaprezentowania. Jest owszem siłą sprawczą, motywuje, otwiera osobowości i popycha do działania - jest w końcu przyczyną powstania tego filmu ale gdy z czasem kolejni bohaterowie, borykający się coraz bardziej z własnymi skrupułami, odchodzą z rywalizacji, dowód założony przez genialnego marketingowca zdaje się tracić na mocy, a od pewnego momentu wisi wręcz na ostatnim włosku, Dariuszu Konopce, który wytrwałością nadrabia swoje liczne braki. Co najdziwniejsze, przez cały film, Pan Dariusz nie został przez Pana Piotra nauczony mówienia z sensem, nie udało się wyeliminować manierycznych zwrotów retorycznych, upychanych w co drugim zdaniu, nie wspominając o bogactwie pustosłowia.




A może to i lepiej, że przykład był pełen wad i niedoskonałości - w końcu z nie sztuka, poprawić pare detali i podpisać się pod kandydatem niemal idealnym. Lecz jakby nie próbować tego tłumaczyć, zawsze interpretacja omawianego obrazu sprowadza nas do wniosku o porażce. Pan Dariusz, koniec końców trafia do młodzieżówki Samoobrony, po drodze zmieniając kilkakrotnie swoje cele i poglądy polityczne. Ujawnia tym samym miałkość polskiej polityki, jej bezideowość i brak konkretyzacji, wyróżników - czyli zaproszenie dla karierowiczów. A do młodzieżówki tej trafia tylko dzięki znajomościom Piotra Tymochowicza, który słynie z zażyłości z Andrzejem Lepperem, którego żekomo stworzył i wypromować. Zdanie moje na ten temat jest odmienne - Andrzej Lepper był zjawiskiem niemal samoistnym, niesionym na fali społecznego niezadowolenia i frustracji - Piotr Tymochowicz natomiast z czerwonego na twarzy chłopa zrobił polityka w garniturze, ale ubranie, wystylizowanie oraz ugładzenie języka i gestów nijak nie godzi mi się mianować ojcostwem. Oczywiście elementy te, kosmetyczne w istocie, odgrywają swoją rolę w polityce oraz w marketingu politycznym, nie mają jednak mocy kamienia filozoficznego.


Unikam w tekście tym jak ognia określania pana Dariusza Konopki głównym bohaterem filmu, lecz nie wynika to w żadnym razie z chęci uwłoczenia mu, lub innego umniejszenia. Bez wątpliwości uważam po prostu, iż głównym bohaterem jest tu jak zwykle Piotr Tymochowicz - człowiek-marketing, którego każde zdanie traktować należy jako element autopromocji. I w jednej scenie pan Piotr ujawnia nawet swoje prawdziwe intencje mówiąc, iż jemu nie zależy na tym jak będą o nim pisali dziennikarze, dobrze, czy źle - ważne tylko, że o nim piszą. A tu jeszcze film zrobili.


Podsumowując - film "Jak to się robi" jest dość ordynarną reklamą Piotra Tymochowicza. Wiele niedomówień i zabiegów stylistycznych mających prawdopodobnie dodać głębi obrazowi, zakrywa jedynie nudę, mizerię treści i brak prawdziwej historii do wypełnienia półtorej godziny. Zdecydowanie można to było zmieścić reportażu typu "Uwaga", czy inna "Interwencja". Ale ile może powstać reportaży o "kopułkach" i innych magicznych gestach, mowy ciała.

Film właściwie nie jest nawet zbytnio kontrowersyjny. Czym akurat się różni od innego filmu o podobnej, choć niepolitycznej tematyce. O Czeskim Śnie następnym razem. A ja kończe z poczuciem, iż o Panu Piotrze - dobrze czy źle, znowu ktoś napisał. Taki lajf...



Brak komentarzy: