Google
 

8 sierpnia 2007

"No muhahhad"? Marketing partyzancki

Łańcuszkiem się wypromować. Wymyślić jakiś zaskakujący absurd, puścić w świat, a reszta sama się potoczy. Czyli łańcuszek jako przykład marketingu partyzanckiego. I to dosłownie, bo rysunek ten leży na stronie kaukaskich partyzantów.




Ale spokojnie - próżno w internecie szukać śladu słów "No Muhahhad, No Mammah". I nic dziwnego, a osoby odrobinę choć kojarzące te słowa wyjaśniają, że jeśli nawet uznać skojarzenie za słuszne do pewnego stopnia, to mamy do czynienia z błędami zapisu oraz nadinterpretacją, nie wspominając o falszyfej translacji (pytanie czy celowej, czy wynikającej z niedouczenia), bo słowa te znaczyłyby coś zupełnie odwrotnego (tekst nie 'anty', lecz 'pro' islamski). Ale nie dziwi to gdy spojrzeć na angielszczyznę, którą posługują się publikatorzy na swojej stronie.

Ale już się kręci story po internecie, a większość internetowej społeczności przerzuca powyższy łańcuszek bez opamiętania, aż gg huczy.

A co do meritum - parafrazując - jaki kraj, tacy partyzanci... ups... managerowie ;). No dobra, troche to naciągane, ale nie bezrefleksyjnie :)

Brak komentarzy: