Google
 

1 sierpnia 2007

Syndrom Osbourne'a

Czyli "lepsze wrogiem dobrego" - dosłownie. Dwie epoki temu, w latach gdy komputery dopiero zaczynały raczkować (choć i to może jeszcze za duże słowo) w świadomości ludzi, jako maszyny do użytku osobistego, domowego, codziennego, a nie jako urządzenia przemysłowe, pan Adam Osbourne (nawiasem pisząc - posiadający polskie korzenie, jako, że jego matka polką była) w swojej firmie (Osborne Computer Corporation) zbudował komputer prawie osobisty, aczkolwiek przenośny. Nie był to oczywiście laptop ale komputer w swoich parametrach był mobilny i z tej cechy komputer od nazwiska Pana Adama nazwany "Osbourne 1" zasłynął, a wraz z nim jego konstruktor. A działo się to w roku 1981.

Posiadł więc coś co w marketingu nazywamy przewagą konkurencyjną - produkt z cechą unikalną, dającą klientom oryginalną i praktyczną użyteczność. Zyskał on tym samym spore zainteresowanie na rynku, klientów i zaczął generować przyzwoite zyski. Przez pewien czas odnosił wielki sukces rynkowy. Ale wiemy przecież, że kto stoi w miejscu, ten się cofa, i Pan Osbourne również zdawał sobie z tego faktu sprawę - rozpoczął pracę nad kolejnymi konstrukcjami, jeszcze bardziej zaawansowanymi technicznie, czym Pan Osbourne, niesiony falą sukcesu komputera "Osbourne 1" nie omieszkał się pochwalić, komunikując to wszem i wobec. Mamy rok 1983, komputer "Osbourne 1" jest ciągle w fazie wznoszącej, w swoim cyklu życia produktu, a rynek otrzymuje informację, że to nie wszystko co go czeka - raz dwa, długo nie czekając klienci otrzymają produkt, który sprawi, że nowiutkie i nowoczesne "Osbourny 1" staną się przestarzałe, a sąsiad, który zazdrośnie ciuła pieniądze na komputer, który my już dawno posiadamy, dostanie do ręki sprzęt, który sprawi, że nam z zazdrości trawa przed domem wyblaknie.

Mniej lub bardziej poważnie traktując jednak ten temat - informacja ta załamała popyt na dobrze sprzedające się komputery - ludzie zaczęli czekać na nowy sprzęt, zatrzymując swoje pieniądze w kieszeniach, a firma, która nie miała jeszcze gotowego produktu, z bierzącej sprzedaży i zysków przeznaczała pieniądze na badania, utraciła nie tylko możliwości badań i rozwoju, ale w efekcie nawet jako takiej egzystencji i we wrześniu (nomen omen 13 września) 1983 stanełą na skraju bankructwa i tu poległa. I tak powstało pojęcie "Osbourne Syndrome", czyli "Syndrom Osbourn'a". Choć przyznać trzeba, iż w świetle nowych faktów, do bankructwa firmę doprowadziły poczynania zarządu, lecz w świadomości marketingowej, pojęcie syndromu Osbourne'a oznacza mniej więcej tyle co odłożenie lub porzucenie decyzji o zakupie produktu starego wywołane informacją o mającym w krótce pojawić się produkcie nowym. Współcześnie, odnosząc się do analizy cyklu życia produktu można skutecznie zaplanować jego żywotność i wykorzystać ją optymalnie (jeśli chodzi o zyski i pozycję konkurencyjną), a także efektywnie rozplanować kalendarz wprowadzania kolejnych generacji produktów na rynek.
Domyślacie się już pewnie, czemu firmy tak skrzętnie ukrywają informacje o nowinkach, wyczekując odpowiedniego momentu na ogłoszenie informacji technicznych na temat swoich nowych dzieł. Między innymi właśnie z uwagi na strach przed "Syndromem Osbourne'a". Menedżerowie - wiecie czego się wystrzegać.

Brak komentarzy: